Stężenie polskiego w polskim

Abstrahując od wszystkich pożywnych hot – dogów i hamburgerów, które w języku polskim zadomowiły się na dobre i wcale nie zamierzają nas opuszczać, zjawiskiem głęboko wstrząsającym, które nie pozwala mi w nocy spać, które sprawia że czasami żałuję iż stoję na najwyższym stopniu podium ewolucyjnego – że posiadam wzrok i słuch, zjawiskiem głęboko wstrząsającym są producenci farb do włosów! Tak właśnie! Oczywiście, uprzedzając protesty feministek, tych z nurtu: „aborcja dla każdego” oraz tych z nurtu: „pier…. się faceci i dajcie nam rządzić!”, oświadczam że nie o farbowanie wytworów skóry tu chodzi, bo to i owszem złe nie jest. Sprawa jest jednak poważniejsza, bo dotyczy przyszłości. Przyszłości czego? Przyszłości języka polskiego. Jest on bowiem gatunkiem zagrożonym. Skazanym na wymarcie między innymi z powodu nieszczęsnych, wspomnianych już producentów farb do włosów. Prawda jest jednak gorsza. Czytelnicy o słabszych nerwach proszeni są w tym momencie o porzucenie lektury tegoż artykułu, propozycje dla nich:
- spacer do Ikea
- fotel i tokszoł.

Wracamy do wątku, napięcie rośnie, producenci farb, język na wymarciu, tak… Przemysł konsumpcyjny okrada swoich potencjalnych klientów. Okrada ich bezwstydnie, bezpardonowo. Zatruwanie języka jako produkt uboczny istnienia handlu, agencji reklamowych, konkurencji na rynku. W środowisku przyrodniczym funkcjonuje zależność - allelopatia, która całkiem trafnie oddaje charakter tego procesu. Roślina A wytwarza do środowiska alkaloidy (substancje chemiczne), które szkodzą roślinie B, czasem prowadząc do jej obumarcia. Agresor, czyli roślina A zyskuje w ten sposób terytorium. Oczywiście sytuacje nie są identyczne, jednak pewna analogia zachodzi.

Lud żąda igrzysk, lud będzie więc miał igrzyska. Pierwszy przykład z brzegu : „Garnier Color Farba”. Ani w języku angielskim nie ma wyrazu farba, ani w polskim nie znajdziesz słowa color. Człowiek się napatrzy na takie cuda i będziemy później wybierali color żółty, dzieci będą colorowały, nie daj Boże credcami, a literka „k” polegnie śmiercią tragiczną.

Garnier UltraLift

Następny w kolejce jest krem Garnier UltraLift (pisownia oryginalna). Krem jak krem, pewnie świetny skoro go w telewizorze pokazują. Jednak „ultralift” nie jest zbyt udany… Mnie od razu przypomina on słowo „ultraleft”, tłumacząc na polski - ultra lewica, dalej wyjaśniać nie trzeba dlaczego to trochę niefortunna nazwa. Ale znów, wyrazu „ultralift” nie zauważyłem w słowniku języka polskiego, a między nami mówiąc, nie chciałbym go nigdy znaleźć. Nie chciałbym również wyrazów : nutrisse, van seller, ani penthouse i nie jest tak bynajmniej dlatego, iż mam konserwatywne poglądy, ale z tego względu, że kocham język polski. Uważam go za bogaty, ale ówcześnie troszeczkę poniewierany. Bezmyślni, pewnie leniwi producenci nie są w stanie zauważyć, jak wielką wyrządzają szkodę. Oby tylko „100% skuteczne” farby do włosów nie były w takim stopniu skuteczne w rozrzedzaniu stężenia języka polskiego w języku polskim.

PS. Artykuł sponsorowany przez literkę „k”.